Kiedy byłaś infantką, lilio najczystsza,
Przywołałaś do siebie Wielkiego Mistrza.

Na skinienie twe przybył Mistrz Torquemada,
Wielki Mistrz Inkwizycji, infantko blada,

I prosiłaś żarliwie Wielkiego Mistrza,
By cię tortur nauczył, lilio najczystsza.

Wielki Mistrz się przybliżył do stopni tronu,
Do księżniczki Kastylii i Aragonu,

I przemówił do ciebie Mistrz Torquemada:
"Pierwszej z tortur, infantko, na imię - zdrada;

Druga jeszcze straszniejsza, gorsza niż trumna,
Ma na imię - chłód serca, infantko dumna;

Wreszcie trzecia tortura - niemiłowanie!"
"Niech się stanie - krzyknęłaś - niech tak się stanie!"

Odtąd klęczę u stopni twojego tronu,
Lilio biała Kastylii i Aragonu,

A ty wszystkie tortury Wielkiego Mistrza
Wbijasz mi w samo serce, lilio najczystsza.


Kiedy miedzianą rdzą
Pożółkłych jesiennych liści więdną obłoki,
Zgadujemy, czego od nas obłoki chcą,
Smutniejące w dali swojej wysokiej.

Na siwych puklach układa się babie lato,
Na grobach lampy migocą umarłym duszom,
Już niedługo, niedługo czekać nam na to,
Już i nasze dusze ku tym lampom wkrótce wyruszą.

Jeżeli życie jest nicią - można przeciąć tę nić,
I odpłynąć na obłoku niby na srebrnej tratwie...
Ach, jak łatwo, ach, jak łatwo byłoby żyć,
Gdyby nie żyć było jeszcze łatwiej!