Jakaż jest miara życia mojego?
Nicość wierutna.
Od niej popłynie ku twoim brzegom
Pieśń moja smutna.
I nic ci po mnie nie pozostanie
Oprócz tej pieśni,
Oprócz drżącego cieniem na ścianie
Snu, co się nie śni.
Oprócz oblanej wieczornym mrokiem
Trumny drewnianej,
Oprócz mej duszy w niebie wysokim
Ukrzyżowanej.
Ach, jak gniewnie dzieją się dzieje,
Ach, jak rzewnie życie smutnieje!
Rośnie trawa, trawa przydrożna -
Czemu na niej usnąć nie można?
Rzeką płynie i szumi fala -
Czemu być nią los nie pozwala?
Gęsi krzyczą za smugą polną -
Czemu z nimi lecieć nie wolno?
Jak tu przetrwać w życia upływie?
Żyć tak trudno, tak nieszczęśliwie,
Czas miniony wrócić nie może...
Nigdy! Nigdy! O, Boże, Boże!