Pobielały nasze kości
W niewesołej głębokości;
Czarna ziemia je wyłania
Dla przyszłego zmartwychwstania.
"Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,
Kiedy żył i jak umierał?"
"Jestem czaszką pięknej panny,
Bladej panny, donny Anny,
Którą w lesie w chłodny ranek
Zamordował jej kochanek."
"Czy kochanka go zdradzała,
Powiedz, powiedz, czaszko biała?"
"Była wierna jak ten pierścień,
Który dała mu na szczęście."
"Niechaj Bóg ich dusze chroni!
Jam jest kością jego dłoni.
Owej dłoni, czaszko biała,
Która tobie cios zadała.
Oto nóż zdławiony w pięści,
Oto palec, oto pierścień,
Złoty pierścień Don Juana...
Wybacz, wybacz, ukochana!"
Pobielały nasze kości
W niewesołej głębokości;
Ciało cierpi i rozpacza,
Kość bieleje i przebacza,
Czarna ziemia ją wyłania
Dla przyszłego zmartwychwstania.
Złote, żółte i czerwone
Opadają liście z drzew,
Zwiędłe liście w obcą stronę
Pozanosił wiatru wiew.
Nasza chata niebogata,
Wiatr przewiewa ją na wskroś,
I przelata i kołata,
Jakby do drzwi pukał ktoś.
W mokrych cieniach listopada
Może ktoś zabłąkał się?
Nie, to tylko pies ujada.
Pomyśl także i o psie.
Strach na wróble wiatru słucha,
Sam się boi biedny strach,
Dmucha plucha-zawierucha,
Całe szyby stoją w łzach.
Jakiś wątły wóz na szosie
Ugrzązł w błocie aż po oś,
Skrzypią, jęczą w deszczu osie,
Jakby właśnie płakał ktoś.
Mgły na polach, ciemność w lesie,
Drga jesieni smutny ton,
Przyjdzie wieczór i przyniesie
Sny i mgły, i stada wron.
Wyjść się nie chce spod kożucha,
Blady promyk światła zgasł,
Dmucha plucha-zawierucha,
Zimno, ciemno, spać już czas.